MODLITWA I WSPARCIE: CZTERY LATA WALKI O WOLNOŚĆ
Tekst: Walentyna Polozowa, mieszkanka ośrodka dla uchodźców PFCF w Przemyślu
24 lutego 2022 roku — data, która na zawsze zmieniła życie każdego Ukraińca. Niebo zapłonęło ogniem, rozdzierając na strzępy ostatni spokojny świt, a w sercach zagościł niewypowiedziany ból. Rosyjska agresja przyniosła śmierć i zniszczenie, zmuszając miliony ludzi do poszukiwania ratunku. Największa fala uchodźców skierowała się do Polski.
To właśnie tutaj, w Centrum Pomocy przy ul. Chopina 1, pod opieką prezesa księdza Marka, schronienie znalazło ponad 70 Ukraińców. Są to osoby starsze, osoby z niepełnosprawnościami, matki z dziećmi — ci, których losy wojna bezlitośnie zrujnowała.
Wśród mieszkańców ośrodka jest pani Łarysa z Mariupola, która podzieliła się wspomnieniami z czasu przetrwania w okupowanym mieście:
„Mariupol przywitał luty 2022 roku gradem rosyjskich rakiet. Najpierw kluczowe obiekty, a potem całe miasto, zamieniły się w ruiny. Blokada zacisnęła wokół nas pierścień, powodując głęboką katastrofę humanitarną: bez prądu, ogrzewania, gazu i łączności. Zbieraliśmy deszczówkę i topiliśmy śnieg, aby mieć choć odrobinę wody do picia i gotowania. Ci, którzy odważali się iść daleko po wodę ze źródeł pod ostrzałem, często nie wracali — ginęli. Najgorsze wydarzyło się, gdy rakieta trafiła w mój dom, który stanął w płomieniach. W panice próbowałam uratować choć trochę żywności i ciepłych rzeczy, bo marzec był zimny. Z tego piekła udało mi się wydostać i wyjechać do Polski. Jednak radość z ocalenia przyćmiła gorzka wiadomość: mój spalony dom został zburzony. Teraz nie mam dokąd wracać” — wspomina z bólem pani Łarysa.
Losy ludzi wypędzonych przez wojnę z rodzinnej ziemi są świadectwem nie tylko głębokiego cierpienia, lecz także niezwykłej odwagi w mierzeniu się z życiowymi próbami.
Jedną z takich historii podzieliła się pani Oksana z osiedla Pokrowskie, która również mieszka w ośrodku:
„Przez prawie półtora roku, przy dźwiękach syren i wybuchów, żyliśmy z synem Dmytrem w nieustannym strachu” — opowiada. „Rakiety przelatywały nad osiedlem niemal codziennie, bo aktywne działania wojenne toczyły się 30 kilometrów od linii frontu. Za każdym razem, gdy ogłaszano alarm, biegliśmy do piwnicy, zabierając ze sobą ikony. Tylko modlitwa i nadzieja pokładana w Bogu pomagały nam choć trochę się uspokoić”.
To właśnie ta wiara, która stała się oparciem dla Ukraińców, zjednoczyła nas w niewielkiej kaplicy naszego ośrodka. Odbyła się tam Msza Święta poświęcona czwartej rocznicy rozpoczęcia pełnoskalowej rosyjskiej inwazji. Nabożeństwo odprawił prezes Fundacji, ksiądz Marek. W swojej homilii podkreślił, że heroizm narodu ukraińskiego jest odzwierciedleniem Bożej miłości: jak niegdyś Stwórca oddał swojego Syna dla zbawienia ludzkości, tak dziś ukraińscy rodzice oddają to, co najcenniejsze — swoje dzieci — w obronie bliźnich. Bóg jest jeden dla całej ludzkości. Pomimo różnic w tradycjach religijnych i kulturach wszyscy zwracamy się do jednego Boga. W tej duchowej jedności odnajdujemy siłę, by przetrwać i dążyć do pokoju.
W murach kaplicy panowała szczególna atmosfera — łączyliśmy ból i nadzieję we wspólnej modlitwie, prosząc o jedno: zakończenie wojny. Rozbrzmiewały psalmy jako najsilniejsza broń i tarcza chroniąca przed złem, stając się aktem żywej solidarności z tymi, którzy na froncie walczą o wolność. Nabożeństwo zakończyło się uroczystym wykonaniem polskiego hymnu religijnego, który zjednoczył wszystkich obecnych we wspólnym wołaniu o pokój.



